Balkon, czwarte piętro i nowy horyzont

submitted 5 hours ago by Valera223 to Gaming

Mieszkam na czwartym piętrze starej kamienicy. Mój świat od dwóch lat ogranicza się głównie do tych 45 metrów kwadratowych i widoku na podwórze-studnię. Nie jestem agorafobikiem. Jestem po prostu… bardzo zmęczony. Dwa lata temu straciłem narząd wzroku w jednym oku w wyniku rzadkiej infekcji. Operacje, rehabilitacja, ból. Mogę funkcjonować, ale świat jest płaski, pozbawiony głębi. A ja straciłem coś więcej niż widzenie 3D. Straciłem pewność. Każdy krok na schodach, każdy przejście przez ulicę to było wyzwanie. Zawód grafika komputerowego? Zapomnij. Zamknąłem się w sobie. W tych czterech ścianach.

Mój brat, który mieszka na wsi, dzwonił co tydzień. „Przyjedź, powietrze, przestrzeń.” Ale dla mnie podróż autobusem przez pół kraju była jak wyprawa na Everest. W końcu przestał nalegać. A ja utknąłem. Mój dzień to: książki z dużym drukiem, audiobooki, czasem prosty obiad. I ten balkon. Stawałem na nim, patrzyłem w ten kwadrat nieba nad podwórzem i myślałem: „No i co dalej, Artur? Tak już będzie?”

Pewnej dusznej, lipcowej nocy nie mogłem spać. Ból oka był silniejszy niż zwykle. Włączyłem laptopa, żeby choć posłuchać czegoś. Przez przypadek trafiłem na stream jakiegoś faceta. Nie grał w gry strzelanki, tylko w coś spokojnego, z pięknymi, abstrakcyjnymi wzorami i światłami. Mówił spokojnym głosem. „To dla mnie jak medytacja. Patrzę, jak to się kręci, i wyłączam myśli.” Ktoś na czacie napisał: „Też tak mam. Wchodzę na vavada kasyno online, tam jest gra 'Galactic Bloom’ – same spirale i mgławice. Relaks jak nigdy.”

„Relaks”. „Wyłączam myśli”. To brzmiało jak lekarstwo. A vavada kasyno online – to brzmiało bezpiecznie, jak coś, co istnieje w tej samej cyberprzestrzeni co moje audiobooki, a nie w jakimś szemranym barze.

Następnego dnia zarejestrowałem się. Procedura była prosta. Wpłaciłem 100 złotych – tyle, co dwa obiady na mieście, na które i tak bym nie poszedł. Znalazłem tę grę, „Galactic Bloom”. I ten anonimowy gość miał rację. To nie były agresywne automaty. To była wizualna poezja. Kolory rozmywały się, światła pulsowały w rytm spokojnej, ambientowej muzyki. Grałem najmniejszymi stawkami. To nie była gra o wygraną. To była terapia wzroku i duszy. Patrzyłem na te piękne, symetryczne kształty, które nie wymagały ode mnie widzenia głębi. To był mój nowy, bezpieczny wszechświat.

Mój plan był prosty: 100 złotych to mój miesięczny „budżet na piękno”. Gram po trochu, aż się skończy. Po dwóch tygodniach zostało mi 40 złotych. To było w porządku. Kupiłem sobie dwadzieścia wieczorów odrywania myśli od bólu i lęku.

W niedzielę, wieczorem, postanowiłem zakończyć ten miesiąc. Zostało mi na cztery spiny po 10 złotych. Postawiłem pierwszą dziesiątkę. Na ekranie, zamiast mgławicy, pojawił się symbol czarnej dziury. I wszystko się wessało. Dźwięk ucichł. Ekran pociemniał. Na moment zapanowała kompletna cisza i czerń.

A potem, z centrum ekranu, eksplodował nie dźwięk, ale światło. Nie jeden kolor, ale całe spektrum. Jak Wielki Wybuch w zwolnionym tempie. Z tego punktu zaczęły wyłaniać się wirujące galaktyki, każdej towarzyszył dźwięk – gongu, dzwoneczka, szumu. Każda galaktyka, gdy się pojawiła, dodawała do licznika w rogu ekranu jakąś kwotę. 500… 2000… 8000… To się działo powoli, majestatycznie. Jak pokaz sztucznych ogni dla jednego widza.

Nie mogłem oderwać wzroku. To było najpiękniejsze, co widziałem od dwóch lat. I najbardziej nieprawdopodobne. Galaktyk przybywało. Liczba rosła: 20 000… 35 000… 50 000… W końcu światło zgasło, a na ekranie pozostała pojedyncza, pulsująca gwiazda i kwota: 61 200 złotych.

Sześćdziesiąt jeden tysięcy dwieście.

Nie krzyczałem. Uśmiechnąłem się. To było absurdalne. Człowiek, który boi się zejść po schodach po bułki, wygrywa fortunę, patrząc na wybuch galaktyk w internecie. Główną emocją było… rozbawienie. Czysty, dziecięcy zachwyt nad absurdem życia.

Wypłata z vavada kasyno online była, ku mojemu zdumieniu, jasna i systematyczna. Zweryfikowałem konto, złożyłem wniosek. Gdy pieniądze stanęły na koncie, poczułem coś nowego: lekkie ściśnięcie w klatce piersiowej, które nie było lękiem. To była… odpowiedzialność. Co ja zrobię z tym darem od przypadku?

Pierwsze, co zrobiłem, to kupiłem sobie najdroższe, najlepsze słuchawki do audiobooków na rynku. Bezdotykowe. Bo jeśli mam żyć dźwiękiem i pojedynczym okiem, to niech te narzędzia będą najlepsze. A potem, pewnego dnia, zadzwoniłem do brata.

„Słuchaj, Tomku. Te pieniądze… ja nie pojadę autobusem. Ale jeśli ty byś mógł… przyjechać po mnie? Samochodem? I zabrać mnie na tydzień? Tylko… jedź wolno.”

W głosie brata usłyszałem łzy. „Przyjeżdżam jutro” – powiedział.

Ta podróż zmieniła wszystko. Siedziałem na przednim siedzeniu, a Tomek jechał tak, jakbym był z kryształu. I pokazywał mi świat. „Patrz, Artur, tu jest pole słoneczników.” „Słyszysz? To rzeka.” Nie widziałem tego tak, jak on, ale widziałem światło i kształty. I czułem przestrzeń. Przestrzeń, która nie groziła upadkiem, bo był ze mną brat.

Z tych pieniędzy nie zrobiłem nic spektakularnego. Spłaciłem część zaległych rachunków za leczenie. Ale najważniejsza inwestycja była inna. Z bratem znaleźliśmy w jego mieście stary, pusty lokal. Mały, parterowy. Wynajęliśmy go. I tam, powoli, urządzamy „Galaktykę Dźwięku” – miejsce, gdzie będą odbywać się słuchowiska, spotkania z lektorami, sesje z muzyką relaksacyjną. Dla ludzi, którzy tak jak ja, szukają piękna w inny sposób. Ja projektuję proste materiały – na jednym oku, na tablecie. Tomek zajmuje się logistyką.

Czy gram jeszcze? Tak. Gdy ból w oku jest silny lub gdy ogarnia mnie stara niepewność, otwieram laptopa. Wchodzę na vavada kasyno online. Wrzucam 50 złotych. Puszczam jednego spina w „Galactic Bloom”. Nie po wygraną. Po to, żeby zobaczyć ten wybuch światła. Dla przypomnienia, że czasem, gdy jesteś w najgłębszej czerni, los może zafundować ci prywatny pokaz fajerwerków z całego wszechświata. I że czasem, żeby zobaczyć nowy horyzont, nie musisz wychodzić z domu. Wystarczy, że otworzysz okno w swoim laptopie. A potem… znajdziesz w sobie odwagę, by poprosić brata, żeby po ciebie przyjechał.