Mam trzydzieści osiem lat, dwójkę dzieci, psa, który szczeka na wszystkie dostawy jedzenia, i pracę, która polega na tym, że jeżdżę po całym kraju i sprawdzam, czy w sklepach towar stoi na właściwych półkach. Brzmi nudno? Bo jest nudno. Ale stabilnie. Moja żona Klaudia mówi, że jestem jak Szwajcar – neutralny, przewidywalny i zawsze na czas. I wiecie co? Przez długie lata uważałem to za komplement. Aż do jednej soboty, kiedy mój dziesięcioletni syn Krzyś zapytał mnie, czy kiedykolwiek zrobiłem coś szalonego. Nie chodziło mu o skok ze spadochronem czy podróż do dżungli. Chodziło o takie zwykłe, codzienne szaleństwo – czy zdarzyło mi się, na przykład, zostać dłużej w pracy, bo mnie wciągnęło, albo zjeść coś bardzo ostrego, albo postawić wszystko na jedną kartę. A ja stałem w kuchni z kubkiem herbaty i nie umiałem odpowiedzieć. Bo nie. Nie zrobiłem. Nigdy. I wtedy pomyślałem, że to może nie jest powód do dumy. Że może bycie Szwajcarem jest nudne nie tylko dla mnie, ale też dla tych, którzy patrzą na mnie z boku.
Tamtego wieczoru, kiedy dzieci poszły spać, a Klaudia zasnęła przed telewizorem, ja siedziałem w salonie i myślałem o tym pytaniu. O tej dziecięcej ciekawości, czy jego tata ma w sobie chociaż odrobinę szaleństwa. Włączyłem laptopa. Nie miałem pojęcia, co chcę zrobić. Ale palce same wpisały w wyszukiwarkę hasło, które kiedyś widziałem na plakacie w autobusie – coś o grze, o emocjach, o wygranej. Trafiłem na platformę, która wyglądała poważnie, ale nie strasznie. Zobaczyłem przycisk, na którym było napisane vavada logowanie i pomyślałem – no dobra, to jest ten moment, w którym albo klikam, albo do końca życia będę odpowiadał synowi, że nie, tata nigdy nie zrobił nic szalonego. Kliknąłem. Rejestracja trwała chwilę. Wpłaciłem sto złotych – kwotę, której nie będzie mi szkoda, nawet jeśli przepadnie. I zacząłem.
Nie wiedziałem, co robić. Automaty wydawały mi się zbyt dziecinne, ruletka zbyt losowa, więc wybrałem blackjacka. Tam przynajmniej masz jakieś złudzenie, że to ty decydujesz. Grałem spokojnie, stawiając po dziesięć złotych. Przegrywałem, wygrywałem, przegrywałem. Krew we mnie krążyła inaczej niż zwykle. Czułem, jakby ktoś odkręcił w moich żyłach jakiś zapomniany kurek. W pewnym momencie, po godzinie takiej spokojnej gry, miałem na koncie może sto dwadzieścia złotych – dwadzieścia więcej niż na początku. Nic wielkiego. Ale ja czułem się, jakbym wygrał mistrzostwo. Uśmiechałem się do ekranu jak głupi. I wtedy pomyślałem o Krzysiu. O jego pytaniu. O tym, że za kilka lat, kiedy będzie starszy, może zapytać znowu. I jeśli powiem mu, że wygrałem dwadzieścia złotych w blackjacka, to opadną mu ręce. Postanowiłem zaryzykować. Nie dla pieniędzy. Dla historii.
Postawiłem wszystko, co miałem na koncie, czyli sto dwadzieścia, na jednego blackjacka. Krupier pokazał piątkę. Ja dostałem dziesiątkę i szóstkę, razem szesnaście. W blackjacku to śmierć. Powinienem spasować. Ale w tym momencie usłyszałem w głowie głos syna: "Tato, a zrobiłeś kiedyś coś szalonego?". Powiedziałem "hit". Dobrałem. I dostałem czwórkę. Dwadzieścia. Krupier odkrył swoją drugą kartę – też piątkę, razem dziesięć. Dobrał – dziesiątka, dwadzieścia. Remis. Nie przegrałem, ale też nie wygrałem. Wróciłem do punktu wyjścia. Mogłem przestać. Ale poszedłem dalej. Postawiłem znowu wszystko – teraz sto dwadzieścia. Tym razem dostałem od razu asa i króla – blackjack. Krupier miał szesnaście, dobrał siódemkę, przebił. Wygrałem. Na koncie zrobiło się sto osiemdziesiąt. Postawiłem sto osiemdziesiąt. Blackjack. Znowu. Na koncie dwieście siedemdziesiąt. Postawiłem dwieście siedemdziesiąt. Znów wygrałem. Nie wierzyłem własnym oczom. W ciągu dziesięciu minut zrobiło się czterysta pięć złotych.
Siedziałem przed komputerem, czując, jak serce wali mi tak mocno, że bałem się, że obudzę żonę. Nie wiedziałem, czy to szczęście, czy algorytm, czy Bóg się do mnie uśmiechnął. Wiedziałem tylko, że muszę się zatrzymać. Wypłaciłem trzysta złotych od razu, a sto pięć zostawiłem na koncie. Zamknąłem laptopa, położyłem się obok Klaudii i przez godzinę wpatrywałem się w sufit, nie mogąc zasnąć. Rano, przy śniadaniu, Krzysiek zapytał, czemu tak dziwnie się uśmiecham. A ja powiedziałem: "Wiesz co, synu? Tata zrobił wczoraj coś szalonego". Opowiedziałem mu całą historię. Uproszczoną, oczywiście, bez szczegółów o hazardzie, tylko o ryzyku, o odwadze, o tym, że czasem warto postawić wszystko na jedną kartę, nawet jeśli to tylko głupia gra. Popatrzył na mnie wielkimi oczami i powiedział: "Tato, jesteś moim bohaterem". I wtedy zrozumiałem, że ta wygrana była niczym w porównaniu z tą chwilą.
Od tamtej poty, kiedy tylko mam gorszy dzień, kiedy czuję się, jakbym był tylko tym gościem od półek w sklepach, wracam na chwilę do tego wieczoru. I choć nie gram często, to kiedy już to robię, zawsze uśmiecham się na sam dźwięk vavada logowanie. Bo to dla mnie nie tylko wejście do gry. To wejście do tej wersji siebie, która potrafi zaryzykować. Która nie boi się przegranej, bo wie, że najgorsza przegrana to taka, gdy nawet nie spróbujesz. Oczywiście, że zdarzają mi się straty. Ostatnio przegrałem sto złotych w przeciągu dwudziestu minut, bo chciałem odbić sobie wcześniejszą małą wygraną. Ale nauczyłem się, że to nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby nie dać się ponieść emocjom. Żeby mieć swój limit, swoją zasadę, swoje "dość". Kiedyś myślałem, że hazard to tylko droga do uzależnienia. Teraz wiem, że hazard może być też drogą do poznania siebie. Do sprawdzenia, czy potrafisz przegrać z godnością i wygrać z pokorą. I póki potrafię, póki nie przekraczam swoich granic, póki gram tylko dla tej historii, którą opowiem kiedyś wnukom, czuję się bezpiecznie. Czuję się, jakbym w końcu przestał być tylko Szwajcarem. Jakbym dostał pozwolenie na to, żeby być czasem trochę szalony. A to, wierzcie mi, jest warte więcej niż jakakolwiek wygrana. Dziś, kiedy Krzyś pyta mnie o to przyjęcie urodzinowe, które mu zafundowałem z tych trzystu złotych, mówię mu, że to był prezent od losu. I nie kłamię. Bo los czasem daje ci coś więcej niż pieniądze. Daje ci szansę, żeby twoje dziecko spojrzało na ciebie jak na kogoś, kto nie boi się żyć. I to, kurde, jest bezcenne.